sobota, 9 marca 2013

Pogrubienie, a raczej jego brak

Cześć. 


Mam nadzieję, że dzień kobiet się udał ;) Mi - owszem. Ale teraz muszę coś odreagować, konkretnie ogromne rozczarowanie. Zacznijmy od początku, rzęsy mam raczej niewyróżniające się, ni to super podkręcone, ni długie, ani nawet gęste. Po prostu rzęsy, zazwyczaj lubię je wydłużać i podkręcać z pomocą tuszu i zalotki. Ale od czasu, do czasu mam ochotę na intensywne ciemne obwódki wokół oczu, bez babrania się z cieniami. Słowem, mam ochotę je pogrubić, nie często ale jednak. 




Dlatego ucieszyłam się, gdy do prezentu gwiazdkowego dostałam dołączony tusz pogrubiający. Extra-Volume Collagene miał 12 krotnie większą moc spojrzenia. Nie brzmi to wiarygodnie ale ten, kto wierzy specom od reklamy nie zajdzie daleko.



Zawiera on cząsteczki kolagenu, które pod wpływem wilgoci mają pęcznieć i zapewniać nam pogrubienie. Tylko, że tusz sam w sobie jest wilgotny, więc jeśli pęcznieje w opakowaniu, to logicznie rzecz biorąc nabiera się go mniej, bo cząsteczki kolagenu zabierają więcej miejsca niż w zwykłych tuszach. Nie jestem pewna czy dobrze to zrozumiałam, aczkolwiek brzmi to idiotycznie.




Kolejną jego super cechą ma być mega wielka szczoteczka, która przez rozmiar ma wchłaniać więcej tuszu, problemowi numer 1 machamy chusteczką na pożegnanie. Niestety w praktyce okazuje się, że szczoteczka klasyfikuje tusz do kategorii tych, którymi trzeba się uczyć malować od podstaw. Bowiem, jeśli użyjemy jej jak każdej innej, chętniej pomaluje ona powieki niż rzęsy. A nawet jeśli tą sztukę opanujemy pomalowanie jednego rzędu rzęs zajmie nam całe stulecia. A na koniec i tak okaże się, że spartoliłyśmy makijaż mazem na powiece.




Ale załóżmy, że trafi się ktoś utalentowany, komu nie będzie to sprawiać problemu. Ok, ale nadal jest bardzo kiepsko. Pogrubienie mówili? Dwanaście razy więcej mówili?!





Żarty sobie robią z klientów. Jeśli to ma być pogrubienie to moje rzęsy w wersji naturalnie wcale nie istnieją. A to nie jest jedna warstwa, więc jest to już całkowite nieporozumienie.




To są zdjęcia robione zaraz po nałożeniu maskary, w miarę upływu czasu, tj. po 15 minutach, opadając, jak gdybym chciała nimi kogoś dźgać. A do tego wszystkiego jeszcze skleja rzęsy, nie jakoś bardzo ale zauważalnie na tyle, że przed lustrem siedzę kilka chwila i zaciekle je rozczesuję.

Plusem może być ładna czerń o to by było na tyle. Nic więcej pozytywnego nie dostrzegam.


Ogólna ocena: Jeśli komuś podchodzi mogę odsprzedać za ułamek ceny. Najlepiej szybko.
Dostępność: W większości drogerii, choć chyba powoli znika. Albo mi się wydaje.
Cena: 53 zł?! Za takie badziewie? Loreal zniechęcił mnie do ich produktów na jakiś czas.


Znacie tę maskarę? A może masakrę?

1 komentarz:

  1. hohoo jaka cena za bubla. : O nie znałam wcześniej. dodaje do obserwowanych!;)

    OdpowiedzUsuń