wtorek, 26 lutego 2013

Dwie szminki Inglota

Cześć.

Dzisiaj chciałabym wam przedstawić jedną z moich ulubionych firm, przedstawicielkami jak się okazało będą dwie smukłe panie, a konkretnie szminki ; ) 

Firmę Inglot uwielbiam w większości przypadków, a produkty które zaraz poznacie częściowo moje uczucie potwierdziły. Częściowo bo jak to w życiu, każda beczka miodu ma w sobie łyżkę dziekciu.



Jestem w posiadaniu dwóch szminek o numerach 146 i 863

Pierwsza z nich jest aktualnie moim ulubieńcem w kwestii podkreślania ust. Ma ona kolor mlecznej brzoskwinki z delikatną nutą różu (146), co sprawia, że idealnie pasuje do mojej cery. Nie rzuca się w oczy ale w połączeniu w resztą makijażu sprawia, że jestem znacznie bardziej usatysfakcjonowana efektem końcowym. 

Drugi kolor (863) jest głęboką, chłodną czerwienią z drobną domieszką błękitu. Dzięki niej potwierdziłam trik makijażowy, którym podzielił się ze mną koleżanka. Otóż jeśli szminka ma w sobie pigment niebieski zęby automatycznie wydadzą się nieco bielsze.

 Kupiłam ją zupełnie przypadkiem, gdyż nowo przyjęta Pani w Inglocie pomyliła numerki i z szuflady wyciągnęła nie ten wybrany przeze mnie. Zorientowałam się zbyt późno by coś z tym zrobić i już ze mną została. Dobrze mi służyłam na mojej studniówce, która odbyła się już jakiś czas temu. 

Obie szminki mają działanie nawilżające i nie podkreślają suchych skórek, co jest dla mnie bardzo ważne. Utrzymują się przeciętną ilość godzin, ok. 2-3 h bez poprawek, a ścierając się robią to w miarę równo. W żaden sposób się nie rolują nawet jeśli w ciągu dnia robimy kilka poprawek bez zmazania poprzedniej warstwy. 
Żadna z nich się nie złamała pomimo intensywnego używania. Bardzo podobają mi się ich minimalistyczne opakowanie, wygląda wyjątkowo elegancko i jest bardzo wytrzymałe, a dałam mu popalić w kwestii wstrząsów i upadków.
Kolejną dobrą cechą jest ich wydajność, używana niemalże codziennie przez ostatnie 2 miesiące 146 prawie nie nosi śladów użytkowania, a niejednokrotnie stała przed lustrem 5 minut budując to znów ścierając kolor. 

 Naprawdę godne polecenia, można się nimi trochę pobawić. Ale poważną wadę dla mnie stanowi kolorystyka całej Inglotowskiej kolekcji, kiedy stoję przed półkami w całości zajętymi przez szminki czasami nie mogę się zdecydować od której zacząć choćby próbować, bo wszystkie kolory mają coś wspólnego, są zrobione na jedno kopyto.

A swoją drogą, kolory przedstawione na stronie Inglota są całkowicie przekłamane, wręcz nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, więc odradzam sugerowanie się nimi.

Podsumowując: 
Ogólna ocena: Jest naprawdę porządnie, tylko jestem trochę upierdliwa. Godne polecenia. 
Dostępność: Sklepy/wyspy Inlot i strona internetowa. 
Koszt: 21 zł nie jest to wysoka cena za taką jakość.



A jakie szminki Wy lubicie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz